Jesteśmy stworzeniami bożymi. Jednak innymi od reszty. Nie tylko jesteśmy korona stworzenia, ale zostaliśmy wyposażeni także w czynnik ewolucyjny. A mianowicie wolną wolę. Sprawia to, że nie przychodzimy na świat ostatecznie ukształtowani i “zaprogramowani”.
Jesteśmy stwarzani każdego dnia i sami mamy również współudział w tym dziele. Jesteśmy kowalami własnego losu, choć i kowal nie raz sie przekonał jak przewrotny potrafi być materiał, z którym mu przyszło pracować.
Funkcjonujemy raczej jak niewidomi kowale, którzy działają intuicyjnie, majac nadzieję, że ich działania przybliżają ich do założonego celu.
Czas.
Nieubłagany rzeźbiarz, który utrwala w nas każdą chwilę i nie daję szansy na poprawkę. Każdy moment, gest czy słowo zostają uwiecznione tworząc jeden posąg. Nie zawsze mamy wpływ jak ten posąg wygląda. Nieraz jest on bardzo poszarpany przez nasze błędy, pomyłki, czy zwykłą głupotę lub brak szczęścia. Jednak nie możemy zaprzeczyć, iż każda sekunda naszego życia miała wpływ na to kim i jacy jesteśmy.
Polecam gorąco fragment koncertu Madonny poprzedzający utwór “Live to tell”.
Troje młodych ludzi. Trzy wzruszające historie. (Pomijam już genialną ilustrację taneczną!)
Mnie osobiście bardzo inspiruje druga historia – dziewczyny miotającej się z samą sobą i starającej się nie popełnić samobójstwa. W pewnym momencie uznaje, że są na tym świecie Anioły, wysłannicy od Boga. Stwierdza też, że całe begno, które musiała przejść uczyniło z niej tą, którą jest. Jej historia jest mi bardzo bliska.
Polecam:
Posty oznaczone jako ‘wiara’
stwarzanie
14/05/2009Out of body
25/03/2009The Outer Limits
Out of body (s02e20)
Wydawałoby się, że to historyjka prosta i błaha, a jak sie troszeczkę wgłębić to nie tylko drugie, ale także trzecie i czwarte dno tam można znaleźć. Oto garść moich przemyśleń, czy raczej kwestii wartych moim zdaniem rozpatrzenia. Niestety będą one w pełni zrozumiałe dla osób zaznajomionych z tematem.
- Pierwsze i podstawowe zagadnienie to oczywiście kwestia możliwości eksterioryzacji (czyli wyjścia poza ciało)
- W sumie ciekawa i może nawet kusząca perspektywa. Ponoć są tacy, którzy uzyskują to poprzez specjalne techniki medytacyjne. Możliwość uzyskania tego dzięki technologii? Hmmm… ciekawe, ciekawe. Na pewno byłoby to bardziej dostępne, bez względu na umiejetności i predyspozycje medytacyjne. I kilka pytań:
Co nam to da? Jak można wykorzystać to do własnego rozwoju? Czy można dzięki temu się czegoś nauczyć? Czy zwiedzenie w ten sposób odległych krajów, byłoby tak samo odczuwalne, jak fizyczna tam obecność? Czy przypadkiem nie można by tego wykorzystywać do “szpiegowania” i, co gorsza, kontrolowania innych?
- Drugim zagadnieniem jest przekraczanie pewnych granic w poszukiwaniu odpowiedzi na pytania egzystencjalne
- Próba udowadniania wszystkiego czasem może być zgubna i ryzykowna. Jeśli pewnych rzeczy nie przyjmiemy na wiarę, to sami zapędzamy się w pułapkę koniecznosci udowadniania sobie wszystkich oczywistości. Ok. Może nie dla każdego są one oczywiste, ale poświęcanie życia dla uzyskania potwierdzenia tego, w co się wierzy lub nie, wydawać się może lekkomyślne. Choć z drugiej strony czymże innym jest poświęcenie życia posłudze zakonnej? To także jest forma poszukiwania odpowiedzi na fundamentalne pytania egzystencjalne oraz forma poszukiwania “obecności” Boga w codzienności. hmmm…
- Kolejne co mnie zastanowiło, to kwestia “nawracania” za wszelką cenę
- Można komuś sugerować pewne poglądy lub przekonywać o transcendentalnym wymiarze życia oraz pokazywać jak może to odmienić nasze życie. Jednakże “zmuszać’ poprzez stawianie go w sytuacji bez wyjścia? Nonsens i gwałt na wolnej woli. Tym bardziej, że wcale nie musi taka sytuacja oznaczać dla konkretnego “delikwenta” konieczności zwrócenia się do Istoty Wyższej. Czasmi jest wręcz przeciwnie. Więc kwestie wiary i duchowości powinny być rozpatrywane indywidualnie przez samych zaineresowanych. Tym bardziej, że podstawowym atrybutem wiary oraz tym co świadczy o jej wartości jest właśnie akt zawierzenia bezinteresownego i “bezpodstawnego”.
- Innym istotnym elementem jest dla mnie zaufanie do ludzi, w których ręce składamy nasz los
- Często są w życiu człowieka takie sytuacje, w których tracimy nad nim kontrolę i przejmuje ją ktoś inny. Czy bedzie to operacja, czy np. lot samolotem – nasze życie jest w rękach obcych osób. I nigdy nie wiemy, kto naprawdę kryje się pod maską tego obcego człowieka…
Kimże jest człowiek?
03/06/2005Kimże jest człowiek, że o nim pamiętasz?
Czy rzeczywiście jesteśmy kimś wyjątkowym?
Wszak jesteśmy takimi samymi stworzeniami jak inne organizmy żywe. Istniejemy dzięki aktowi woli Najwyższego. W ogromie stworzenia jesteśmy pyłem.
On jednak zna wszystkie swoje dzieła i troszczy się o nie.
Co wiec sprawia, że czujemy się wyjątkowi? Czy to tylko nasza pycha nas do tego skłania?
Kimże jest człowiek, że o nim pamiętasz?
Czy nie kierujemy się próżnością nazywając nas samych koroną stworzenia?
Jeśli nie, to co daje nam takie prawo?
Czy fakt posiadania inteligencji? Rozwinięty organizm, system społeczny? Czy może umiejętność wyrażania i werbalizowania swoich myśli?
Uważam, że ten tok myślenia można by wręcz uznać za bluźnierstwo. Bo skoro jesteśmy tacy doskonali i wciąż się rozwijamy to kiedyś jako gatunek ludzki osiągniemy boskość.
To jednak przeczy idei Boga i samemu Jego pojęciu.
Kimże jest człowiek, że o nim pamiętasz?
Co nas wyróżnia wśród stworzeń? Co takiego posiadamy?
Albowiem tak Bóg umiłował świat, że Syna swojego jednorodzonego posłał dla zbawienia ludzi.
Miłość.
Najdziwniejszy składnik pojedynczego człowieka i całego ludzkiego życia.
Kimże jest człowiek, że o nim pamiętasz?
Pyłem, ale takim, który Bóg umiłował.
Więcej. Bóg obdarzył nas miłością, abyśmy ją poczuli i się jej nauczyli.
Bóg dał nam miłość i nauczył z niej korzystać.
Miłość jest iskrą bożą w nas. Bóg jest miłością. Jak więc możemy mówić o Bogu bez miłości?
Gdybym mówił językami ludzi i aniołów, a miłości bym nie miał, byłbym niczym miedź dźwięcząca albo cymbał brzmiący.
Miłość. Najbliższa każdemu z nas a tak niezrozumiała.
Najprostsza i zarazem najtrudniejsza. Wymaga od nas najwięcej, bo zarazem najmniej.
Jeśli kocham, to wyrzekam się wszystkiego, wyrzekam się siebie dla miłości. Staje się ona wszystkim, całym moim życiem i sensem każdego działania.
Nie chodzi oczywiście o to, aby porzucić wszystko, usiąść i kochać. Musimy odnaleźć w sobie stan gotowości, który sprawi, że na wezwanie miłości będziemy w stanie poświęcić wszystko.
Miłość powinna wypełnić nasze życie, prace, odpoczynek….
Miłość.
Kimże jest człowiek, że o nim pamiętasz?
Aktem Twej woli.
Aktem Twej miłości.
Z miłości powstaliśmy i do niej powinniśmy dążyć.
Nie wystarczy kochać, należy stawać się miłością.
Bóg pragnie od człowieka, aby zjednoczył się z Nim stając się miłością.
Niezależnie od drogi, którą wybierzemy, kierować nami musi prawdziwa miłość. Nie można kochać Boga, nie kochając ludzi.
Fakt miłowania jednej osoby nie wystarczy. Musimy nauczyć się kochać ludzi.
Miłujcie swoich nieprzyjaciół.
To nie jest przenośnia. Tego właśnie oczekuje od nas Bóg.
Jednakże On, który jest Mądrością, zna nasze ograniczenia.
I właśnie miłość ratuje nas od zguby.
Przez miłość zostaliśmy stworzeni, przez miłość zostaliśmy zbawieni.
Grzech pierworodny polegał na odrzuceniu miłości.
Mówią grzech nieposłuszeństwa.
Pies może być posłuszny, bo tak został wytresowany.
Człowiek zanurzając się w nieskończoności miłości nie musi być posłuszny. On kochając otwiera się w pełni i całkowicie, oraz bezwarunkowo ufa.
Nie musi być posłuszny, on po prostu słucha.
Wybierając swoją drogę życiową musimy stale o tym pamiętać.
Powołanie do życia w rodzinie, w stanie duchownym, w samotności.
Każda droga pociąga za sobą ogrom miłości.
Kochając drugiego człowieka odkrywamy boskość. Miłość jest najwspanialszym darem, który człowiek otrzymuje niezasłużenie. Nie wolno go odrzucać. Miłość do drugiej osoby będzie pełna, jeśli towarzyszyć jej będzie miłość do Boga oraz do wszystkich ludzi.
Podobnie w stanie duchownym. Nie wolno skupić się tylko na umiłowaniu Stwórcy. Na każdym kroku powinna towarzyszyć miłość do bliźnich. Te dwie miłości jako wypływające z tego samego źródła są tak naprawdę jedną i tą samą miłością.
Kimże jest człowiek ze o nim pamiętasz?
No właśnie. Kim tak naprawdę jesteśmy?
Czym jest nasze życie?
Można je przyrównać do tkania wielkiego kobierca. Od nas zależy, które nici dobierzemy, a które odrzucimy. Jest to dzieło, którego zwieńczeniem jest ujrzenie go w pełni z perspektywy Boga. Będąc już z Nim zespoleni będziemy mogli obejrzeć się za siebie i zobaczyć, co utkaliśmy. Czy jest to misterny obraz, z większymi, bądź mniejszymi skazami; czy tez jest to chaotyczna gmatwanina wiecznych poszukiwań, będąca wynikiem naszego ciągłego szamotania się i poszukiwania najlepszej drogi?
Czy zatem nie należy szukać?
Oczywiście, że trzeba. Wszak szukajcie a znajdziecie, pukajcie a otworzą wam.
Jednak ważne jest kierowanie się głosem sumienia i głosem serca. Jest to prawdziwa hot line umieszczona przez Stwórcę w nas samych. Nie pomoże konsekwencja – wszak konsekwentnie możemy zagłębiać się w bagno; nie pomoże zachowawczość i wycofywanie się po każdym upadku – gdyż wąska i kręta jest droga prawdy, więc często można się na niej potknąć, ale to nie oznacza, iż jest ona zła.
Nasze życie przypomina w pewnym sensie Drogę Krzyżową.
Jezus szedł przed siebie. Pomimo upadków, pomimo pokus, szedł. W drodze towarzyszyli mu inni ludzie. Jedni pomagali dźwigać brzemię jak Szymon z Cyreny, inni użalali się nad nim, nie rozumiejąc sensu i pełnego wymiaru tego, co naprawdę maja przed oczami. Odarty z szat, ukoronowany cierniem, szedł.
DLACZEGO?
Skąd miał siłę, aby to wszystko znieść.
I tu jest wskazówka dla nas.
Miłość.
Przyczyna tych wydarzeń i główny bohater. Jezus – syn Maryi cierpiał, Jezus – syn Boga Żywego był miłością.
To miłość dała mu siłę przetrwać wszystko.
Tylko Bóg człowiek mógł odkupić świat, gdyż tylko On jest pełna i idealna miłością.
Dlatego idąc przez życie nieśmy nasz krzyż z miłością. Z miłością do Boga i do człowieka.
Z miłością, która rozumie i która wybacza, która daje nadzieje i dodaje otuchy, która czasami bardzo boli, ale równocześnie uśmierza ból. Z miłością, która przekracza wszystko. Z miłością, którą jest Bóg.
Kimże jest człowiek, że o nim pamiętasz?
Nikim.
Pytanie zadajmy inaczej: Kim jesteś, że o nas pamiętasz?
Odpowiedź jest prosta i jedna:
MIŁOŚCIĄ.