Ty
Podszedłeś do mnie
jak tango
na miękkich kocich łapach
Otoczyłeś ramieniem
i posuwiście
uniosłeś
w przestrzeń
na palce.
W biegu gubiłam
trzewiki
kluczyki i torebki
i jak ćma zadyszana
osiadłam
na skraju ogniska
w Twoim ogrodzie.
Ja
Kiwnęłam na Ciebie
palcem
zatupałam obcasami rozsądek
przywiązałam do cygańskiej bryki
i zaprzęgłam do wozu
gitary.
Głośnym krzykiem :
Aj, Ajj!…
pognałam na zatracenie
Jak torrero
muletą
uwiodłam Cię
zygzakiem mantonu
i zakułam w obcasy
Twe niewprawne stopy.
A Ty
pobiegłeś za mną
w nieznaną improwizację
flamenco.
Tak to juz jest, że taniec jest wspaniałym odzwierciedleniem życia. Tak samo trzeba się zgrywać z drugą osobą, nauczyć słuchać siebie nawzajem i przenikać. Ważny jest wspólny krok i wspólny rytm. Są chwile, kiedy partrner i partnerka poruszają się w różnym rytmie, ale jest to wpisane w pewną całość i nie zaburza ogólnej harmonii.
Nie bez powodu na weselach młoda para tańczy pierwszy taniec (na marginesie-znam dobrego instruktora przygotowującego pary w Warszawie ;> ). Jest to symboliczne poszukiwanie i znajdowanie wspólnego rytmu. Symbolizuje to również wspólne wchodzenie w nowe życie zgodnym krokiem. Do tego walc wiedeński, który tradycyjnie jest tym tańcem zawiera w sobie głównie kołysanie i ruch wirowy. Wirowanie jest odwiecznym symbolem kosmicznego ruchu i trwania. W pewnych kulturach nawet wykonywano taniec wirowy w celu podtrzymania istnienia świata i ruchu planet. Tak jak Derwisze, młodzi maja się zagłębić w pewien trans, wspólny. Tak więc zwykłym walcem para młoda wpisuje sie w cały kosmos i oznajmia całemu wszechświatowi, że jest jednością.
Podobnie też ważne jest, żeby goście WESELNI (ma być radośnie i wesoło) dobrze się bawili przekazując tym samym pozytywna energię i dobre intencje młodej parze. W dzisiejszej komercjalizacji często zapomina się o tym celu i sensie zabawy weselnej.
Wystarczy popatrzeć na parę (w życiu) w tańcu. Od razu widać jakie panują między nimi relacje. Często zdaża się, że para która ma problemy ze sobą i zapisze się na kurs tańca (indywidualnie), po właściwym poprowadzeniu przez instruktora z powołania, zaczyna się lepiej ze sobą dogadywać. Lepsze niż terapia małżeńska, a na pewno przyjemniejsze.
Dlatego też idźcie kochani przez życie tanecznym krokiem i niechaj kosmiczny rytm doprowadzi was do Waszego przeznaczenia.
Wojciech Młynarski
“W miłości słowa nic nie znaczą”
W miłości słowa nic nie znaczą,
a raczej znaczą specyficznie,
takiego trzeba by tłumacza,
co by tę rzecz objaśnił ślicznie,
bo czasem z ust różanych płyną
same najczulsze epitety,
i to nie znaczy nic, dziewczyno,
i to nie znaczy nic, niestety,
a czasem, miła moja pani,
ręce załamiesz i zaszlochasz,
i powiesz do mnie – ech, ty draniu -
i wiem, że kochasz!
Miłości niepotrzebny spokój,
spokój niczego nie tłumaczy,
gdy cisza nasz zalega pokój,
ta cisza może mieć sto znaczeń.
Czasem w niedzielne popołudnie
siedzimy nic nie mówiąc wcale,
i nudno jest i będzie nudniej,
i jesteś coraz dalej, dalej,
a czasem ciszę krzyk rozetnie,
fruwają krzesła po pokojach
i w takiej chwili wiem, że jesteś
na amen moja!
I tak codziennie z nową siłą
gmatwa, odmienia i roztrąca
wszystkie znaczenia nasza miłość,
wielka maszyna szyfrująca,
czasami myślę białym świtem,
że znam już wszystkie jej sekrety,
od nowa w gestach, słowach czytam
i nie rozumiem nic, niestety,
aż myśl zaświta mi szalona,
piosenki podrę, wiersze spalę! -
a potem biorę cię w ramiona
i kocham dalej…
Wiem, że i u nas niektórzy próbują organizować tego typu akcje, ale zwróćcie uwagę na otoczenie. Nie widzę wytykania palcami, pukania się w czoło, odwracania głowy z oburzeniem, czy narzekania na zajmowanie miejsca w transporcie publicznym. Co więcej spójrzcie na twarze wsiadających – rzut oka, “oh, that’s a party” i skierowanie się tam gdzie jest miejsce w przedziale, czasem jakiś przyjazny uśmiech.
Za to właśnie kocham Londyn!
Tylko mnie poproś do tańca
Ja na nic więcej nie liczę
Od krańca świata do krańca
Od piekła do nieba bram
Tylko mnie poproś do tańca
Jakbyś mnie kochał nad życie
Ja ci z nadziei różańca odpust dam
Tylko mnie poproś do tańca
Dopóki młoda godzina
Pożółknie zegara tarcza
Zanim wybije mój czas
Tylko mnie poproś do tańca
W którym się życie zatrzyma
Ta płyta chociaż już zdarta
Jeszcze gra
Taniec powraca do mojego życia. Zaczyna je ponownie wypełniać i opanowywać.
Moje myśli tańczą, oddech jednoczy się z rytmem, nogi podążają śladami tanecznych kroków.
Wszystkie dźwięki na powrót układają się w harmonię. Każdy obraz staje się częścią gigantycznej choreografii.
Jak Nataraja poprzez taniec tworzę nowe światy, zaprowadzam w nich ład i chronię je. Równocześnie wewnętrznym płomieniem unicestwiam to wszystko. Stąpając po grzbiecie Zapomnienia uwalniam świat z ignorancji i otwieram umysły na to, co niematerialne i niedostrzegalne.
Spierają się we mnie siły tworzenia i niszczenia, zamykając w nieodwracalnym kręgu życia.
Nie ma kreacji bez destrukcji, jak i nie ma destrukcji bez kreacji
Pytanie – czy umiem jeszcze zachować równowagę…
One of my favourite scene from one of my favourite movies! That atmosphere. That song. That background dance. That passion!
How many points of no return we’re crossing in our lives? How many of them even every single day?
And question is: what passion gives us the strenght to do so? Which feelings are leading as through all those points helping us to make the right choice?
Drodzy Goście!
Nie chcąc wprowadzać nikogo w błąd informuję, że blog jest prowadzony od 17.03.2009. Wszystkie wcześniejsze wpisy są archiwalnymi tekstami, które powstały pod tymi właśnie datami na papierze i zostały przeniesione na bloga.
Dlatego też co trochę pojawiają się nowe wpisy pod archiwalnymi datami, dlatego też zapraszam do przeglądania co jakiś czas, czy nie pojawiło się coś nowego ;)
Pozdrawiam