Ehhh… ta nadzieja…
Mówią, że umiera ostatnia.
Więc chowam ją głęboko przed światem.
Przed światem i przed ludźmi, którzy chcą ją zabić.
I robią to. Po kawałku.
Ale ja staram się nie poddawać i obronić choć odrobinę z niej.
Nadzieja powinna się karmić czymś.
Moja jednak jest jakaś niedożywiona.
Czasem wpadnie jej jakiś wymuszony ochłap.
Jednak boję się, że będzie jak zawsze – gdy tylko ośmielę się mieć nadzieję, gdy tylko spojrzę w słońce za chmurami, od razu dostaję w łeb lub trafia mnie grom z jasnego już nieba.
Tego się boję strasznie, bo kolejny grom już mnie zabije.
Nie mam już sił życiowych.
Moje baterie są dawno wyładowane.
A ten, kto je zaczął tak wspaniale ładować, zdążył je już kilkakrotnie rozładować poniżej minimum.
Jedynie nadzieja mi została.
Jeśli ona umrze, ja umrę wraz z nią.
Ale może to i lepiej, gdyż bez nadziei nie ma po co żyć.
Posty oznaczone jako ‘nadzieja’
pozostaje nadzieja…..
10/06/2009Burzliwa nasza miłość
16/05/2009Burzliwa jest nasza miłość.
Nie szczędzi piorunów mi ani Tobie.
Starcie dwóch charakterów,
dwóch różnych światów,
dwóch świtopoglądów.
W deszczu iskier trudno uniknąć poparzenia.
Dobrze wiedzieć, że jest ktoś,
kto te rany opatrzy,
a przynajmniej mieć taką nadzieję.
Jest trudno,
zwłaszcza gdy lata doświadczeń za nami.
Jest trudno,
zwłaszcza gdy los wciąż płata nam figle.
Szaleję czasami
z obłędem w oczach miotając pioruny,
Lecz wiedz, że to tylko z tęsknoty,
z pragnienia by być znów przy Tobie.
Lecz miejmy nadzieję.
Nadzieję, że po burzy nastanie świt,
że zza chmur wyjdzie cudne słońce,
że pioruny ucichną zostawiając nikłe wspomnienia,
że po burzy powietrze się przetrze…
Kocham Cię!
I nawet mi jest trudno to zniszczyć.
Ech… życie
08/05/2009 Dziś rano otwieram YouTube’a i widzę na pierwszej stronie to:
Nie ukrywam, że pociekła mi łezka. Dlaczego?
Kiedyś, już w dzieciństwie, to była jedna z moich ulubionych piosenek. Każde słowo było wryte głęboko w pamięć. A teraz? Gdzie moje umiłowanie życia? Cała ta wędrówka spowodowała, że ten manifest popadła w zapomnienie i pokrył się grubą warstwą kurzu.
Powiedziałby ktoś – beztroskiemu dziecku łatwiej wierzyć w życie.
Ale moje dzieciństwo nie było beztroskie i stanowczo nie należało do tych ciepłych, cukierkowych, przepełnionych miłością i czułością.
Ale ja to rozumiem i wybaczam, gdyż wiem, że było ono skutkiem innego nieszczęśliwego dzieciństwa.
Mam wrażenie, że ta dzisiejsza piosenka naruszyła moją maskę pesymizmu i zniechęcenia do życia.
Choć nie wykluczone, że miała ułatwione zadanie, gdyż Ktoś inny też uparcie prcuje nad zdarciem ze mnie tej maski.
Ale ja się boję. Boję się, gdyż pod spodem nie mam nic. Jestem tylko ja. Bez żadnej możliwości obrony.
Boję się, że znów będę cierpieć.
I w tym momencie przypominam sobie o Niej (co nie znaczy, że nie jest Ona cały czas w mojej pamięci).
O tym jak krzywdziła innych przez to, że wokół jej serca został zbudowany bardzo gruby mur. I to tylko dla tego, że było to serce bardzo wrażliwe, czułe i kochające. Cierpienia od innych i od życia spowodowały, że w reakcji obronnej zaczęła budować mur ze stali. By nie cierpieć. Jednak wiem, że później często cierpiała z tego właśnie powodu.
Pomimo deklarowanej przed sobą w dzieciństwie nienawiści do Niej – kocham Ją. I wiem, że Ona też nas kochała i nadal kocha. Mimo, że nie potrafiła tego nigdy powiedzieć. Ale powiedziała to bez słów. Ostatniego dnia, gdy się do mnie przytuliła resztką sił. Przytuliła się mocniej niż wymagało tego wsparcie się na moich ramionach. To znaczy dla mnie bardzo wiele. Tak jak, wierzę, znaczyło to też dla niej.
Muszę znów sobie przypomnieć o dawnym postanowieniu, by nie popełniać Jej błędów.
I nie zamykać serca. Choć to tak często i tak bardzo boli….
Zupełnie nie wiem dlaczego, ale ta piosenka poniżej, bardzo mi się z Nią kojarzy…
Nadzieja… c.d.
05/05/2009…dałeś mi wiarę w cud, potem odebrałeś wszystko…
Nadzieja
04/05/2009Jak zawsze budzi się ona u mnie stanowczo za wcześnie. Jak kwiat, który za szybko zareagował na pierwsze ocieplenie i potem zamarza. Ale co zrobić tak już mam.
Może to przez to, że tak zachłannie pragnę…

Lepiej nie zapeszać…
09/02/2007
Zbliża się znowu
nadziei dzień
lecz myśleć o nim
boję się
Nie chcę znów płakać
zawodu czuć
Nie chcę rozpaczać
i męczyć się
Bo bardzo bolą
złamane sny
Ranią głęboko
zawodu dni
Cieszyć się pragnę
lecz nie potrafię
Radować wielce
lecz w sercu tkwi
Cierń
wbity głęboko
bolesny z każdym
serca uderzeniem
17/01/2007
Jesteś
znowu przy mnie
siedzisz
obok blisko
czekasz
Czekam
na każdy ruch
patrzę
na każdy gest
drżę
Czekamy razem
na gesty na słowa
Czekamy razem
aż coś się wydarzy
Czekamy
Gest
przebił się przez przestrzeń
Słowa
zmieniły swą wymowę
Drżymy
Od słowa do słowa
od gestu do gestu
rozjaśnia się przestrzeń
otwierają serca
nasze
Nieśmiało powoli
podnosimy oczy
patrzymy wciąż śmielej
z nadzieja na jutro
wspólne
16/01/2007
W największej głuszy
pustce i nędzy
pojawił się promyk.
Promyk nadziei, wiary, miłości.
Przebił się mocno
przez ciemność nieszczęścia
i opary smutku rozciągnięte wokół.
Przebił się mocno
i zajaśniał blaskiem.
Trafił na kryształ
co w sercu był skryty
wypełnił go sobą
i rozbił powłoki
skrywające wszystko.
Zajaśniał blaskiem
i wystrzelił w przestrzeń.
Zalśnił czerwienią, bielą i złotem.
Zalśnił i oczy zamknięte otworzył.
Oczarował blaskiem
i trafił.
Trafił na czarny
kamień rozżalenia,
który był skryty
w sercu nieszczęśnika.
Oświetlił go sobą
i zaczął ogrzewać.
Roztopił czerń gęstą
i odsłonił wnętrze.