Posty oznaczone jako ‘macierzyństwo’

Gubałówka

28/03/2009

Ilekroć wsiadam do tych wagoników ciągnietych linami po górze, nie moge się oprzeć wspomnieniom. A zwłaszcza jednemu. I pomimo, że wagoniki są już dawno wymienione na nowe, ja nadal mam przed oczyma tamte wagoniki, tamten dzień i tamtą chwilę…

Stoję przy tylnej szybie patrząc na uciekające spod wagonika tory. W zamian rośnie przed oczyma cudowny pejzaż. Kocham góry. Kocham też moją małą siostrzyczkę. Trzymam ją więc na rękach żeby więcej widziała. Nie pamiętam już dokładnie kiedy to było. Mam wtedy może ze 13, może 14 lat. Jest zima więc wszyscy są ciepło ubrani. Rodzice i dziadkowie siedzą z tyłu na siedzeniach. Ja jednak wytrwale stoję przy szybie z siostrą na ręku. W pewnym momencie jakaś kobieta zwraca się do mnie z troską “Pani z dzieckiem, to pani usiądzie.” Niepewnie odwracam się i zdławionym głosem odpowiadam “Dziekuję, postoję. Stąd lepiej widać.”. Lekka konsternacja “O przepraszam.” “Nic nie szkodzi” i odwracam się dalej do szyby by móc chłonąć tę chwilę i upajać się nią. Udaję, że nie słyszę rozbawionego rechotu “rodzinki”. Jak ja ich w tym momencie nienawidzę. Ale nic nie jest w stanie stłumić tego uczucia i zagłuszyć tych słów w mojej głowie “pani z dzieckiem, to pani usiądzie”. Pani z dzieckiem…

Dosyć wcześnie w moich snach i wyobrażeniach pojawia się motyw macierzyństwa. Pragnę mieć swoje dzieci. Jednakże z każdą chwilą, minutą, godziną i dniem marzenia rozwiewają się jak wieczorna mgła. To marzenie się już pewnie nigdy nie spełni. Zbyt wiele cennych chwil wyciekło z mego życia.
Tak. Owszem. Mam dzieci. I to nawet całkiem sporo. Ale te “dzieci” nie są tak naprawdę moimi własnymi. Przychodzą, odchodzą. Niektóre zostają trochę dłużej. A ja otwieram dla nich swe serce realizując niespełnione macierzyństwo. Przelewanjąc na nich swe rodzicielskie uczucia.
A potem cierpię.
Lecz który rodzic tak naprawdę nie cierpi?
Cierpię gdy odchodzą. Ale najbardziej, gdy zbliżają się tak bardzo i potem ranią. Słowem, uczynkiem zaniedbaniem…
Gdy traktują moją ofiarę i bezinteresowny dar, jako coś co im się prawnie należy. A potem nie wiedzą bardzo co z tym zrobić, więc podcierają się tym i rzucają w błoto.
To boli. Nie proszę ich o wdzięczność, czy odwzajemnienie mojego zaangażowania. Proszę tylko by same skorzystały w pełni z tego daru i doceniając go szanowały. Żeby dzięki temu wzrastały i rozwijały się.
Miło też będzie jak czasem obdarzą mnie równie bezinteresownym uśmiechem. Ale tego już nie wymagam, ani nie oczekuję…


Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.