Wiem, że i u nas niektórzy próbują organizować tego typu akcje, ale zwróćcie uwagę na otoczenie. Nie widzę wytykania palcami, pukania się w czoło, odwracania głowy z oburzeniem, czy narzekania na zajmowanie miejsca w transporcie publicznym. Co więcej spójrzcie na twarze wsiadających – rzut oka, “oh, that’s a party” i skierowanie się tam gdzie jest miejsce w przedziale, czasem jakiś przyjazny uśmiech.
Za to właśnie kocham Londyn!
I jeszcze mały deserek taneczny:


