Za oknem słońce, a w środku czarna dziura – jak to możliwe?
Tyle jest do zrobienia, a ja nie robię nic. Patrzę tylko tęsknie na łóżko i ostatkiem sił zwalczam chęć przespania całego dnia. Olania pracy…
Przechodzę przed lustrem i z niesmakiem patrzę na narastające zwały niepotrzebnych kilogramów. Jednakże ze smakiem (czy aby na pewno?) sięgam po kolejne ciasteczko….
Bliźnięta znowu się obudziły i szaleją:
jedno chce naprzód, z misją i wizją, do celu..
drugie chce zasnąć, zakopać się pod ziemią, zwinąć w kłebek i mieć święty spokój…
Coraz trudniej iść dalej naprzód…
No i M.
Stara się jak może, chce mi pomóc, ale tak naprawdę wogóle mnie nie rozumie. Myśli, że kaprys, lenistwo, wygodnictwo…. Po prostu nie rozumie, bo na szczęście nie wie z własnego doświadczenia co to czarna dziura. Jak zasysa do środka całe światło, wszystką radość i chęć do życia.
Nie rozumie. I tylko patrzę kiedy straci cierpliwość…..